Zdzicha
Artysta:
Leszcze
Wyswietleń: 3
W małym miasteczku za zakretem, gdzie życie płynie jak po linie
(a lina zawsze się urywa, jak pamięć, gdy już braknie wina),
spotkałam miłość, która tonie. (to nie jest miłość... to wspomnienia).
Pragnęłam mieć z tym gościem syna, więc to nie była Zdzicha wina!
Bo jedna Zdzicha jest Sośnicka, i jeden Zdzichu był w tym mieście.
A miasto było za zakretem, za którym również dziś ja jestem.
Bo Zdzichu wielką miał fantazję i jeszcze cos... nie! nie zaprzeczę.
I pił winiawę w sporych szklankach i niezły był w nocnych macankach.
I miłość w mieście się zaczęła i swoim żarem się spaliła.
I Zenek spalił również miasto, a ja go wówczas ocaliłam.
Gdy Zenek oczy swe otworzył, niebiesko wokół niego było.
Lecz to nie niebo, ale pałki zdusiły wielkość Zenka pałki.
Bo jedna Zdzicha...
Gdy odszedł sprawy w swoje ręce, ręce niewinne, matki ręce...
wzięłam tobołki, dziecko wzięłam i miasto wkrótce noc okryła.
A dziś, gdy stoję za zakretem, miasteczko widzę z tamtej chwili.
Wszystko się zmienia, tak to bywa, lecz lina ciągle się urywa.
Dodał:ende
DRUKUJ
Zgłoś błąd w tekscie.

Dodaj teledysk do bazy!